Rozdział XIII
- Wstawaj Sophie, dzisiaj
twój wielki dzień – powiedziałam sama do siebie, budząc się. Promienie
słoneczne oświetlały moją twarz. Przeciągnęłam się jak kot i usiadłam na
parapecie. Tal dużo mi się przydarzyło w trakcie tych ostatnich kilku miesięcy.
Dowiedziałam się, że jestem jakąś wybraną i muszę być zamieniona za rok w
wampira.
- Jejku, ja nie chcę –
pomyślałam. Znalazłam sobie chłopaka, z którym naprawdę mi się układa, ale
jakoś nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że to nie jest to. Tak jakbyśmy do
siebie nie pasowali. No nie ważne, muszę z nim chyba o tym pogadać… Nie chcę go
okłamywać, traktuje go bardziej jako przyjaciela, naprawdę…
No i poznałam Brandona.
Jejku, pamiętam jak on na początku mnie wkurzał. Teraz to już się nawet
przyzwyczaiłam. Można powiedzieć, że go polubiłam. Ale oczywiście nie można
powiedzieć, że jest jakimś moim najlepszym przyjacielem, ale jako kolega jest
spoko.
- Kochanie – do mojego pokoju
wparowali moi rodzice razem z bratem. Był jeszcze trochę zaspany. Jego brązowe
włosy okalały opaloną twarz, były trochę niezłożone, ale co się dziwić, jest
rano, a dla niego taka godzina to środek nocy. Grzywka lekko opadała na jego
brązowe oczy. Miał na sobie zwykłą podkoszulkę, ale nawet w niej było widać, że
jest umięśniony, oczywiście nie za bardzo. Często chodził na siłownie i ogólnie
bardzo dbał o siebie. Czasami nawet namawiał mnie na wspólne wyjście na
siłownie czy żeby pobiegać. Ja jako dobra siostra zgadzałam się. No ale
wracając to całej tej sytuacji. Zaczęli mi śpiewać – Sto lat, sto lat….. – po
tym podeszli do mnie i zaczęli obściskiwać mnie. Poskładali życzenia i kazali
zdmuchnąć świeczki z tortu.
- To teraz możemy iść razem
na imprezę i się napić. Masz w końcu 19 lat – wykrzyczał Jason. Mama walnęła go
z łokcia.
- No co? – udał niewiniątko.
Zaśmialiśmy się wszyscy,
- Dziękuję wam. A teraz
proszę was. Muszę się jakoś ogarnąć. W końcu jakoś trzeba wyglądać w swoje
urodzinki. – powiedziałam do nich.
- Tobie i tak już nic nie
pomorze – zaśmiał się Jason. – No dobra żartowałem – dodał po chwili.
- Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne
braciszku – i wypchnęłam go za drzwi. Rodzice wyszli wcześniej. Jejku jak ja
kocham tą rodzinkę. Uśmiechnęłam się do siebie. Właśnie otwierałam szafę kiedy
coś wleciało przez okno i pojawiło się przy mnie. Przestraszyłam się, ale
odwróciłam. Odetchnęłam z ulgą kiedy okazało się, że to Brandon. Stał
niebezpiecznie blisko. Jeszcze bardziej się przybliżył, ale usta przeniósł w
stronę ucha. – Wszystkiego najlepszego – szepnął i pochwali się odsunął. Ja
tylko się uśmiechnęłam i wróciłam do swojego poprzedniego zajęcia.
- Przestraszyłeś mnie –
powiedziałam starając się mieć jak najbardziej zbolały głos.
- No ale jak widzę żyjesz,
normalnie funkcjonujesz. Wszystko jest ok.
- Nie rób tak więcej –
posłałam mu znaczące spojrzenie. On tylko podniósł Kącki ust.
- A no właśnie, dzisiaj o 19
masz być gotowa. Robimy ci imprezę. Wszystko już jest załatwione. Przyjadę po
ciebie – podszedł do mnie.- No, ale teraz się jakoś ubierz i jedź na zakupy, po
jakiś zmysłowy strój. W końcu tylko raz się kończy 19 lat mała – powiedział i
nagle się zaśmiał – Ale najpierw się jakoś ogarnij – wskazał na mnie palcem.
Zrobiłam obrażoną minę i
strzeliłam tzw. Focha.
- Oj dobra, dobra. Nie jest
tak źle. No, ale zawsze może być lepiej, no nie? – pokazał ząbki.
- No dobrze. Będę gotowa punktualnie,
zobaczysz – powiedziałam, gdy wychodził przez okno.
- No ja mam nadzieję,
kochanie – i wyskoczył.
Wyjrzałam jeszcze przez okno,
ale nikogo już nie było. Podeszłam do telefonu i wykręciłam numer do Jane.
- Halo – usłyszałam z drugiej
strony.
- No cześć piękna, zapewne
już słyszałaś o imprezie?
- No pewnie. Brandon już mnie
zaprosił. A tak w ogóle to fajnie z jego strony, że ci urządza imprezę.
- No wiem. No ale nie masz
może ochoty wybrać się ze mną na zakupy? Muszę kupić coś idealnego z tej okazji.
- No jasne – pisnęła do
słuchawki. – Ja też przy okazji kupię sobie coś fajnego!
- Świetnie – ucieszyłam się.
– To przyjedź do mnie za godzinę.
- Dobra, będę – powiedziała
uradowana i się rozłączyła.
- No, to teraz trzeba się
ubrać – powiedziałam do siebie. Na zewnątrz było dosyć gorąco więc wybrałam
miętowe krótkie spodenki, a do tego białą luźną bluzkę na ramiączkach, którą z
przodu włożyłam do spodni. Na nogi założyłam miętowe vansy. Umalowałam się i
byłam gotowa. Poszłam jeszcze do kuchni i zjadłam jogurt z płatkami. Do domu
wpadła Jane.
- Gotowa? – spytała
podekscytowana. Była ubrana w dżinsowe spodenki i pomarańczową bluzkę. Na
nogach miała pomarańczowe vansy.
- No jasne – przytuliłam ją
na powitanie. – Idziemy – powiedziałam zabierając torbę. Wsiadłyśmy do autobusu i w 30 min
dojechałyśmy pod galerię handlową. Pochodziłyśmy po chyba większości sklepach z
ubraniami, aż w końcu znalazłyśmy idealną sukienki. Następnie po pierwszej
połowie zakupów poszłyśmy na mrożoną kawę.
- Widzisz Soph, tak ci się
nie podobał Brandon, a teraz on organizuje ci imprezę urodzinową – uśmiechnęła
się Jane.
- Jejku no. Kolegujemy się.
Nie jest taki zły, ale na chłopaka, to on by się nie nadał. Jako kolega jest
spoko – odparłam.
- No ok. Fajnie, że masz
przyjaciela i jeszcze tego swojego Scotta. Im ich więcej znajomych tym lepiej.
- Ale i tak nikt mi ciebie
nie zastąpi. A właśnie co do Scotta. Wiesz, jakoś ostatnio tak mi się wydaje,
że do siebie nie pasujemy. Chodzi o to, że ja bardziej czuję się z nim jak z
przyjacielem, po prostu chyba nic do
niego nie czuje – zawahałam się. Uśmiechnęłyśmy się do siebie.
- Ale jesteś pewna? No bo
wiesz, skoro nic do niego nie czujesz, to ja nie wiem czy to ma sens. Tylko
musisz być tego pewna. Chyba nie chcesz go krzywdzić będąc z nim mimo, że go
nie kochasz – posłała mi kojące spojrzenie.
- Masz rację, muszę to na
spokojnie jeszcze raz przemyśleć. Dziękuję ci, zawsze mogę na ciebie liczyć –
przytuliłam ją. Potem gadałyśmy o jakichś głupotach. Nagle Jane przerwała i
powiedziała – No, a teraz ja. Kochana moja, wszystkiego naj, naj, najlepszego –
przytuliła mnie mocno. – Prezent dostaniesz na imprezie – oznajmiła dumna z
siebie.
- Hmm.. Nie wiem czy
wytrzymam – zrobiłam smutną minę, ale zaraz razem z Jane wybuchłyśmy śmiechem.
- No dobra, wytrzymam –
powiedziałam. – A teraz czas na kontynuację waszych szalonych zakupów –
wstałyśmy i ruszyłyśmy na poszukiwania butów i dodatków. W końcu po wielu
godzinach szukania znalazłyśmy idealne rzeczy na imprezę. Wróciłyśmy do mojego
domu i zrobiłyśmy sobie coś do jedzenia. Poradziłyśmy się, jaką wybrać fryzurę
i makijaż.
- Soph, zbieram się. Muszę
się przygotować – pokazała swoje białe ząbki w uśmiechu i przytuliła mnie na
pożegnanie.
- Do zobaczenia Janie –
pomachała mi i zniknęła za drzwiami domu.
***
Może się powtarzam, ale chciałabym, żeby więcej osób komentowało rozdziały. Oczywiście na nikim tego nie wymuszam, ale wtedy wiem, że naprawdę mam dla kogo pisać. Wiecie, w głowie mam zarys kolejnych rozdziałów, ale jakoś trudno jest mi to ująć w słowach. Nie wiem czemu ale kolejny rozdział postaram się napisać jak najszybciej :)) Pozdrawiam was ;**
u mnie nowy rozdział / who-can-i-trust :D
OdpowiedzUsuńjeju! właśnie natrafiłam na twojego bloga i przeczytałam ten rozdział! spodobało mi się jak piszesz i mam zamiar nadrobić wcześniejsze rozdziały! jak na razie bardzo mi się podoba. dobra zabieram się za czytanie. :)
OdpowiedzUsuńzapraszam do siebie:
http://whenlifetakesonthecoloragain.blogspot.com/
świetne to, po prostu świetne! Po przeczytaniu 13 odcinków jestem zakochana, zadurzona i w pełni twoja! Kocham to jak piszesz... Czekam z niecierpliwością na kolejny! Pisz go pisz! <3
OdpowiedzUsuń+Zapraszam na 8 rozdział :) --> http://magicandblood.blogspot.com/
Hej, to ja ;3 Piszesz na serio ciekawie, ale nie wiem czy będę miała czas żeby czytać twojego bloga. Mam dużo na głowie, dwa blogi i wiele, wiele innych do nadrobienia. Wybacz, serio przepraszam.
OdpowiedzUsuńPomijając banalny wstęp, rozdział ciekawy i wgl. Soph ma fajnego braciszka ^.^
Przepraszam jeszcze raz
opowiadania-sny.blogspot.com
OdpowiedzUsuńsuper:)
OdpowiedzUsuńSuper! AwA
OdpowiedzUsuńhttp://trupiamilosc.blogspot.com